O KSIĄŻKACH, GĘSIACH I MAGAZYNIE
Przez media jak burza przeleciała w ostatnim czasie dyskusja o zarobkach pisarzy. Nie pierwsza i pewnie nie ostatnia. Nie mam zamiaru powielać informacji w jakiej kondycji jest status pisarza w naszym kraju. Myślę że wszyscy już to wiedzą. Chciałbym jednak podejść do tematu bardzo osobiście. I napisać co o tym myślę. Bo sprawa przecież mnie dotyczy osobiście. I może od samego początku wyjaśnię. Na pisaniu zarabiam jak to mówiła Babcia Oleńka z SIEKIEREZADY – nulki. Nie są to pieniądze wystarczające do życia. Troszkę lepiej żyje mi się z bycia pisarzem, bo spotkania autorskie lubię i lubię rozmawiać z młodymi ludźmi. Jako nauczyciel mam w tym wprawę. Jednak żeby mieć na kieliszek chleba ( znów cytat ze Stachury ) pracuję w rodzinnej firmie jako… magazynier sprzedawca. I nie żałuję. Dlaczego? O tym za chwilę. Chcę tylko wtrącić że bardzo dobrze rozumiem frustrację środowiska. Jeśli ktoś chce wyżyć z pisania, to droga przed nim ciężka, wyboista i pełna zakrętów. A talent i umiejętności warsztatowe wcale nie są gwarantem sukcesu. Na półce księgarni bowiem, coraz częściej znajdujemy bełkot celebryty spisany przez półanalfabetę a nie perełki literatury. Łatwiej znaleźć patodruk niż książkę. I ja rozumiem frustrację środowiska. Niestety literatura stała się li tylko produktem. Jest tożsama z udkami kurczaka po pięć pięćdziesiąt za kilogram lub promocją majtek. Takie czasy. Więc rozumiem. Ale sam zwykle sfrustrowany nie jestem. Podchodzę bowiem do pisania tak jak mój dziadek do uprawy roli. Ów mądry człowiek mówił mi: pamiętaj jeśli sadzisz żyto zacznij hodować też gęsi. Jak gęsi wyzdychają to sprzedasz żyto a jak żyto spłonie masz gęsi. Zawsze musisz się zabezpieczyć. Tak robi mądry gospodarz. Dziadku, pytałem, a co będzie jak spłonie żyto i gęsi wyzdychają? To naucz się jakiegoś fachu na dokładkę. Prostego rzetelnego fachu. Dobry fach przyda się nawet na wojnie. Dziadek miał rację. I trzymam się jego mądrości. Piszę książki dla młodzieży, piszę teksty piosenek i nie martwię się posuchą bo mam robotę w magazynie. Żaden wstyd. Nawet lubię to robić. I jeszcze jedno, chyba najważniejsze. Kilka razy proponowano mi napisanie książki podłej, nudnej, głupiej. Ot takich majtek w promocji. Kila razy chciano ze mną zawrzeć umowę, delikatnie rzecz ujmując niekorzystną. Kiedyś pewnie, kiedy byłem młody i chciałem żyć tylko z pisania to bym napisał coś takiego. I podpisałbym każdą umowę byle by tylko mieć co do garnka włożyć. Dzisiaj odpowiadam że nie. Że nie podejmę współpracy. I na zdziwione pytanie odpowiadam: ależ ja jestem tylko magazynierem. Czy zdradziłem swoje ideały? Czy nie marzę o życiu z pisania? O wspaniałych sukcesach? W żadnym wypadku! Tli się we mnie ogień, nic się nie zmieniło! Ale będąc magazynierem mam olbrzymią wolność. A wolność dla artysty to skarb. Także idę pakować przesyłki na jutro. A kiedy wrócę, siądę do WIELKIEJ LITERATURY.