Zacznę od strzału w stopę.

Zacznę od strzału w stopę.

Ponadto synu przyjmij przestrogę tych słów: Pisaniu wielu ksiąg nie ma końca, a wiele nauki męczy ciało.

Kohelet 12 -12

Jako że jest niedziela, chciałbym poruszyć pierwszy temat z cyklu ,,Opus Sacrum”. I od razu dodam że będzie to swoista antyreklama tego co właśnie zacząłem robić. Ale nie mogę inaczej, musi być uczciwie. Chciałem bowiem na samym początku zniechęcić czytelników do… czytania właśnie. A precyzyjniej rzecz ujmując, chciałbym zniechęcić do nadmiernego karmienia się internetową wiedzą biblijną. I nie dlatego że jest to wiedza zła, że jest to zbiór fałszywych nauk, herezji czy bzdur wyssanych z palca ( choć i to się przecież zdarza ) ale dlatego że jest jej po prostu za dużo. Czy to źle? Zgromadzenie olbrzymich zasobów wiedzy w jednym miejscu to nic złego. To bardzo dobrze. Ale tkwi w tym wszystkim kilka pułapek w które można najzwyczajniej wpaść. Bo nie sama ilość wiedzy jest problemem ale nasze do niej podejście. Może najłatwiej będzie mi to wytłumaczyć na podstawie fotografii. Kiedyś był film analogowy, dwadzieścia cztery klatki, ręczne ustawienie aparatu i bardzo dużo czasu by każde zdjęcie przemyśleć, zrobienie ich, wywołanie. Każde zdjęcie, szczególnie w czasie niedoborów wszystkiego, było na wagę złota a każdy prześwietlony film był małą tragedią. Dzisiaj wielu z nas podnosi komórkę i pstryka całą serię zdjęć z automatu, wrzuca jedno czy dwa na media internetowe a reszta zdjęć idzie do kosza lub zapycha dysk. Bardzo często nie mamy nawet czasu i ochoty przeglądać tych bibliotek wspaniałych fotografii jeśli nie jest to nasza praca. Zdjęcia przestają mieć znaczenie, bo znika coś co nazywa się świadomą fotografią. Liczy się ładny szybki efekt. Najczęściej podobny do efektów innych. Zanika indywidualizm fotografii. Podobnie jest ze zdobywaniem wiedzy. W sekundę mamy dostęp do tysięcy informacji. Tak samo jest z wiedzą biblijną. Mamy jakiś problem i natychmiastowy zestaw odpowiedzi, które często się zaprzeczają. Nasza wiedza na dany temat biblijny zaczyna przypominać naszą wiedzę o stosowaniu takiej czy innej diety ( nie jedz węglowodanów bo utyjesz, jedz węglowodany bo się rozchorujesz itd. znacie to? ) I właśnie tu tkwi problem! Gubimy się. Gubimy bardzo w tym pośpiechu i ilości wątków. Poza tym po iluś tam dekadach słuchania kazań, nauczań, dźwigamy na sobie olbrzymi bagaż cudzych wniosków i przemyśleń.

Wchodząc do Kościoła Ewangelicznego, pierwsze co usłyszymy to że wreszcie mamy płaszczyznę do osobistej relacji z Bogiem bez pośredników! I co z tego kiedy na ten skwerek błyskawicznie wjeżdżają ciężarówki cudzych nauczań i objawień. I wkrótce okazuje się że na tą obiecywaną bezpośrednią relację nie ma już zwyczajnie miejsca bo wszystko jest zajęte. ,,Rób tak, nie rób tak! Módl się w taki sposób, módl się w inny sposób, bądź głośny, bądź cichy, tylko duży kościół, tylko mała grupa itd. Toniemy pod stertą informacji. I jesteśmy coraz bardziej zmęczeni i zagubieni. Oczywiście mnogość ścieżek i nauczań była zawsze. Nic nowego pod słońcem jak pisze pewien mądry król. Jednak w czasach Internetu zjawisko to urasta do rozmiarów gargantuicznych. Ogrom ten zwala się na nas jak lawina i odbiera oddech. I już w końcu nic nie rozumiemy. Dopada nas przekleństwo Wieży Babel. Plany były olbrzymie ale przestajemy się ze sobą dogadywać i się rozumieć. Co więcej ci na wyższych piętrach już nie słyszą wołania tych z dołu.

Oczywiście nie neguję tu roli nauczania. Sam się wiele lat tym zajmowałem i robię to w tej chwili. To co przekazują w bywa przecież cenne i ważne! Co więcej idą oni za głosem swojego powołania. Tu chodzi o nas! Odbiorców. Chodzi o to że gubimy gdzieś swoją własną więź ze Stwórcą , gubimy odpowiedzi na nasze pytania. Bo najzwyczajniej ZATRACAMY PROPORCJE i UMIAR ( ,,zna proporcję mocium panie” ). Przedłożyliśmy cudze objawienia nad własną drogę! Szukamy tych, którzy przeprowadzą nas przez Morze Czerwone a nie zwracamy uwagi na gorejący krzew tuż przed naszymi oczami! Pozwalamy innym uprawiać nasz ogród choć jest to tylko i wyłącznie praca należąca do nas! Nie wybieramy tego co ma rosnąć. Staliśmy się duchową franczyzą cudzych objawień i… pomyłek . Kohelet mówi nam o tym że pisaniu wielu ksiąg nie ma końca a wiele nauki męczy ciało. Pamiętajmy że w owych czasach, w których żył Kaznodzieja, pisanie nie odbywało się za pomocą edytora tekstu. Żeby coś opublikować trzeba było zdrowo się namęczyć. Dzisiaj możliwości są nieograniczone a w/w werset jest więc niebezpiecznie aktualny. Bo prawie każdy pisze swoją księgę ( i wielu błyskawicznie tą swoją księgę publikuje! Przecież podzielić się swoją opowieścią trzeba natychmiast. )

Tak więc strzelam sobie dzisiaj w stopę i proszę: wyłącz internet, otwórz Biblię, ale taką papierową bez przypisów, taką przy czytaniu której nie złapiesz się na tym, że właśnie nie wiadomo jak przeglądasz śmieszne pieski na Instagramie albo nie piszesz na Messengerze do znajomych. Weź papierową starą Biblię, zeszyt, długopis i w to niedzielne popołudnie zacznij poznawać Stwórce na zasadzie informacji z pierwszej ręki. Nie rozumiesz czegoś – zapisz pytanie. Szukanie odpowiedzi zostaw na potem! I może jednak najpierw się pomódl. Odpowiedź przecież może przyjść z zupełnie innego miejsca niż strona internetowa. Jego drogi są proste i nie są na pewno drogami zmęczenia i nawet głupiec na nich nie zbłądzi. Zdobywaj Mądrość, nie napychaj się wiedzą.

Miłej Niedzieli.

T.

Comments are closed.