Od czytelnika dla czytelnika
Od czytelnika dla czytelnika.
Te wakacje, przebiegały dla mnie pod znakiem Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego. Jakoś tak się zawsze działo w moim życiu, że w czasie letnich dni, czytałem książki podróżnicze. W Sarbinowie, gdzie spędzałem większość moich dziecięcych sierpni, jednym z pierwszych spacerów był ten do biblioteki, gdzie wyrabiałem sobie kartę ,,wakacyjnego czytelnika”. W dawnych czasach było bowiem coś takiego. Zaopatrzony w kartę wypożyczałem książki Fiedlera, Centkiewiczów czy choćby przygodowe ,,Tomki” Szklarskiego. To zamiłowanie zostało mi do dzisiaj i kiedy tylko kończy się rok szkolny wchodzę w czas literatury wakacyjnej. W tym roku padło na Ossendowskiego. Nie chcę jednak mówić o jego książkach. Sami je przeczytajcie – warto, ale o języku. Kolejny raz czytając literaturę dawną przyszło mi podziwiać język jakim została napisana. Budowa zdań, zasób słów, plastyczność opowieści jest niesamowita. A przecież to ,,tylko” opowieści podróżnicze ( ze sporą dawką konfabulacji, co zarzucają autorowi krytycy ). To nie żadne dzieło wysokiej literatury ale zwykła powieść! Zastanawiam się przy tym nad naszym współczesnym językiem, nad książkami które czytamy, piszemy. Także nad moimi. Zastanawiam się jak bardzo zubożał nasz język, jak bardzo zmalał zasób słów. Ile tu zapożyczeń, wtórności, miałkości. Mam wrażenie że treść współczesnej literatury jest odwrotnie proporcjonalna do grafiki prezentowanej na okładkach. A bywa że na grafice się kończy. Chciałbym być dobrze rozumiany, nie chodzi o to że wszyscy musimy czytać dzieła wybitne, książki ,,romantyczno – awanturnicze” też są bardzo potrzebne. Nie zawsze jest ochota by czytać o przygodach Odysa czy Anny Kareniny. Czasami należy wręcz, kiedy brak sił, sięgnąć do historii miłości prześlicznej blond sieroty i księcia z bajki ( koniecznie z kwadratową szczęką i imieniem Greg ) zatapiając się w wędrówce po Nibylandii. Bo książki służą nam w różnych sytuacjach. A pamiętajcie że pewien rycerz też czytał tylko jeden rodzaj książek i zwariował biedaczysko. Więc nie o poziom intelektualny dzieła tu chodzi ale o język. Coś się z nim stało niedobrego. I warto zacząć to naprawiać. Ja osobiście po przepatrzeniu regałów z nowościami, zwykle kończę swoją biblioteczną podróż przy półce ,,Od czytelnika dla czytelnika” gdzie znaleźć można książki z likwidowanych zbiorów otrzymanych w spadku. Wiecie ,,oddajmy to do biblioteki bo się kurzy”. A tam moi drodzy można znaleźć prawdziwe literackie perełki. Książki których nie wydaje się od lat, bo to nieopłacalne. Książki które pomimo wszystko ,,biją na łeb” te z listy najnowszych trzymiesięcznych bestsellerów.