Ostatnie letnie noce

Ostatnie letnie noce

Polana nad brzegiem jeziora, pomost który już dawno powinien się zawalić, a do niego przycumowana łódź. Na polanie mały zielony namiot. Przy samym brzegu, kilka kamieni ułożonych w krąg, a w środku patyki na ognisko. Nic mi więcej nie potrzeba. Mam całe bogactwo świata jest w zasięgu ręki. A ponadto mam jeszcze stary plecak mieszczący kilka drobiazgów. Mam też ostatnie w tym roku letnie wieczory. Wieczory rozśpiewane muzyką świerszczy i roztańczone niebem, pełnym spadających gwiazd. Zasypiam tu wpatrzony w mleczną drogę i budzę się pośród kropli rosy rozpostartych wśród pajęczyn, zapachu grzybów i brzęczeniu dzikich pszczół. Ten czas w lesie lubię najbardziej. Pobliskie pagórki pełne są jagód, malin i jeżyn. Zdziczała śliwa na skraju polany pachnie oszałamiająco dojrzałymi owocami. Zatrzymam się więc na dłużej. Pozbieram trochę dla siebie z tej hojności. Przywiozę do domu słoje pełne alchemicznych tajemnic, by w czasie mroźnych nocy leczyć ciało i duszę. Gorący kubek naparu i talerz ciepłej leśnej zupy w środku zimy tak bardzo pachnie latem i nadzieją.
Przez całe rano uwijałem się przy pracy leśnego zbieracza dóbr wszelakich, po południu siadłem na pomoście z wędką by nałapać okoni. Wąż wodny siedział koło mnie na pomoście, obserwując leniwie moje wysiłki. Grzał się w promieniach słońca i czekał na swoją porcję. Teraz kiedy słońce zaczynało czerwienieć siadłem na skraju polany i zacząłem przygotowywać sobie kolację.
– Co to będzie? – lis spojrzał mi przez ramię i zamachał ogonem na widok patroszonej ryby.
– Leśna uczta – odparłem – okonie faszerowane grzybami, jagody i herbatka z krwawnika.
Lis położył pysk na przednich łapach i obserwował pilnie każdy mój ruch. Lecz kiedy zacząłem rozniecać ogień, szczeknął obrażony i poczłapał na brzeg polany.
Słońce zachodzi za ścianę lasu. Świerszcze grają obłędnie. Zapada zmrok. Wynoszę materac i śpiwór na środek polany. Dzisiaj będę zasypiał pod milionami gwiazd. Lis zakradł się cicho jak duch i dotknął mojej ręki wilgotnym nosem.
– Zostawiłem ci na brzegu rybie flaczki – zagadnąłem
– Aha – prychnął i poczłapał w mrok
Leżę. Gapię się na miliony milionów gwiazd. Tu na leśnym niebie jest ich najwięcej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *