Czego się dziwicie? To jest szkoła!
Przez media przebiega fala dyskusji na temat pobicia dziewczyny w Gdańskim gimnazjum. Temat wystrzelił w czasie radosnych sporów o reformę edukacji. Jedną z dziesiątek reform edukacyjnych w naszym kraju zresztą. Całej sprawy nie będę opisywał bo właściwie wystarczy otworzyć lodówkę i już… Mam za to pytanie: Czego wy się ludzie dziwicie?! Czym się oburzacie?! Skąd ten rwetes, to ubolewanie, tytuły, przecieranie oczu!? To jest szkoła! Takie miejsce gdzie kilkunastu ludzi próbuje przez kilka godzin dziennie utrzymać w ryzach kilka tysięcy. Utrzymać w ryzach i jeszcze czegoś nauczyć. A te kilka tysięcy, to tygiel wychowanków wielu środowisk od takich co w domu bidet i przebieralnia do takich w których do picia tylko wódka. Od takich co po lekcjach chadzają na japoński i kucyki, do takich których na dzień dobry po powrocie ze szkoły wita się awanturą, przemocą i wyzwiskami. A bywa że gorzej. I ci wszyscy młodzi ludzie nagle spotykają się stłoczeni w sali i na przerwach jak brojlery z szybkiej hodowli. Pełna komuna. Dodajmy do tego dania jeszcze kilka składników. Rodzice, którzy albo nie mają czasu, albo mają to gdzieś albo starają się ze swoich pociech zrobić geniuszy. Do tego nauczyciele w części tylko nadający się do zawodu, ale za to systematycznie pozbawiani jakichkolwiek możliwości nacisku na ucznia. Jakiejkolwiek możliwości wyciągania konsekwencji. Tacy komandosi, których wysyła się na front z pistoletami na wodę i krzyczy: Do ataku!!! A nad tym wszystkim gargantuiczna wręcz armia urzędników i ocean papierologii. Debilne reformy, szkodliwe eksperymenty, nieudane pomysły edukacyjne. Pięć dni w tygodniu. Od rana do wieczora. A na deser jeszcze media, gry, internet. Że głupie i pełne przemocy? Nie tu tkwi problem raczej w tym że zastępują rodzinę. Zresztą powoli nie ma czego zastępować bo rodzina szczególnie ta wielopokoleniowa to powoli przeżytek.
W latach siedemdziesiątych, kiedy chadzałem do szkoły przynajmniej raz w miesiącu, ktoś dostawał na boisku łomot. Było tak samo. Już wtedy szkolnictwo było chore. Wyzwiska, ostracyzm, rzucanie kamieniami, tornistry topione w ubikacji. Dlatego śmieszy mnie retoryka że kiedyś szkoła i młodzież to było coś a dopiero teraz jest zła. Kiedyś to była wspaniała i przyjazna szkoła mówicie? Jakoś nie mogę sobie tego przypomnieć. Patrzę na rękę na której mam bliznę po tym jak ,,kolega” z klasy postanowił załatwić porachunki ze mną za pomocą żyletki. Opowiadać mógłbym długo. O przemocy w szkole. To całe moje dzieciństwo. Szkoła się nie zmieniła. Serwuje się tylko coraz to gorsze terapie na jej problemy. Kiedyś dziewczyny, które pobiły koleżankę mogły liczyć na karę. Prawdopodobnie w ruch poszła by linijka w szkole, pas w domu ( tak z tygodniem leżenia na brzuchu) może wywalenie ze szkoły na OHP lub do poprawczaka. Najprawdopodobniej jednak skończyło by się na uwadze obniżeniu zachowania i porządnym laniu, bo jak mawiano ,,dupa nie szklanka”. Zresztą prawdopodobnie szybko sprawę zamieciono by pod dywan. Bo: ,,Jakże to towarzysze, przemoc w socjalistycznej szkole? Nie! To niemożliwe…”. Dzisiaj? Co będzie dzisiaj? To wszystko zależy od tego na ile temat będzie potrzebny. Na ile da się na nim zarobić wyciągnąć korzyści. Może sprawczynie zostaną spalone na medialnym stosie? A może sprawę zamiecie się pod dywan Bo: ,,Jakże to ta nowoczesna wspaniała szkoła ma problemy? Potrzebna jest rozmowa z psychologiem, pedagogiem, gogiem… może nawet wspólna terapia ofiary i napastniczek?”.
To jest szkoła. Tu będzie przemoc jak w każdym sztucznym narzuconym tworze. Tu będzie przemoc, bo nikt z decydentów nie ma tak naprawdę pomysłu co z tym zrobić. Bo biurokracja tryumfuje a naszymi dziećmi zajmuje się garstka źle opłacanych przemęczonych ludzi którym się rzuca kłody pod nogi. I ta garstka nie pokona potwora o nazwie współczesna edukacja. Bo nie dziecko jest tu centrum ale wszystko inne.
Więc czego się dziwicie?