Ważne pytanie.
Pasjonuję się historią. Dawno temu pewna bardzo mądra nauczycielka historii, zaszczepiła mi miłość do tego przedmiotu jednym prostym tłumaczeniem. Wykazała że historia to nie sterta dat i nazw do wykucia na pamięć ale proces przyczynowo-skutkowy. Wszystko co się wydarzyło w historii z czegoś wynika, mówiła. Mówiła też że historia jest nauką bardzo podatną na interpretacje a także zmienną. Wszystko zależy od tego kto ma władzę. Przekonałem się o tym wielokrotnie, ucząc pewnych wydarzeń z okresu II Wojny Światowej w przynajmniej czterech zaprzeczających się wersjach. Mistrzyni moja uczyła mnie także wnikliwej analitycznej obserwacji bo uważała, że historia jest powtarzalna i pewne wydarzenia spokojnie można z dużą dokładnością przewidzieć. Myślę że miała rację. Zastanawiam się jednak cóż by powiedziała moja szanowna Pani Profesor, gdybym zaczął jej opowiadać o pewnych zjawiskach czasów dzisiejszych. Już tłumaczę o co mi chodzi. Otóż cywilizacje ludzkie, jakie by nie były, zwykle orbitują wokół pewnych zjawisk, umiejętności i idei. W większości przypadków są to rzeczy tożsame i podstawowe: ogień, grupa, narzędzia, język i mit. Umiejętność rozpalania ognia sięga początków cywilizacji. Ogień daje ciepło, schronienie, bezpieczeństwo i wiele innych możliwości. Przy ogniu zbiera się grupa. Może być to grupa krwi, rodzina, która rozszerza się w plemię itd. Grupa dzieli się według wielu podstawowych czynników, siły, umiejętności, wiedzy. Powstają narzędzia, najpierw te najbardziej proste, później złożone. Nóż zamienia się obrabiarkę. Cywilizacja się rozwija. Grupa jednoczy się wokół wartości wyższej, bez której nie jest w stanie trwać w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Wiara w coś co jest poza i ponad, w niezrozumiałe stanowi schronienie, poza którym nic nie jest pewne, bez którego wszystko się rozpada. Wszystkie te sprawy łączy wspólny język, który staje się narzędziem do przekazywania poprzednich rzeczy. Język, który choć ewoluuje zachowuje stałe podstawowe słowa niezmienne w swoim znaczeniu. Słowo ogień zawsze będzie się odnosiło do ciepła i jasności, kamień zawsze będzie określeniem twardej i ciężkiej materii.
Czemu to wszystko piszę. Bo obserwuję ostatnie dwie dekady. Mamy za sobą ponad dwie dekady gigantycznego skoku technologicznego. To co wczoraj było marzeniem pisarzy SF dzisiaj jest szarą codziennością. Nie będę podawał przykładów. Wszyscy mamy oczy i uszy. Jednak zaczynam się zastanawiać czy wraz ze skokiem technologicznym mamy też skok cywilizacyjny. A może wprost przeciwnie, jako cywilizacja lecimy na łeb na szyję w przepaść? Może jest tak że są to przeciwstawne wektory, które dawno już się minęły. Warto popatrzeć na przedstawione wcześniej aspekty cywilizacji. Mamy nowoczesne źródła energii a jednocześnie ogień staje się czymś co uważa się za zło. Najbardziej pierwotny przejaw cywilizacji, palenie ognia zaczyna być passe. Często jest zakazywane, ograniczane. Piec w domu przyczynia się do zagłady planety, świeca zabiera ci oddech. Grupa. Jeszcze chyba nigdy w historii ludzkości mała grupa nie była zjawiskiem tak ulotnym. Rodzina dla wielu ludzi to nie źródło bezpieczeństwa ale raczej przeszkoda do indywidualnego rozwoju. Ale nie tylko rodzina. My ciągle zmieniamy środowisko, miejsce zamieszkania, pracę. Wyrzucamy ze znajomych ludzi za pomocą jednego kliknięcia myszki. Związki rozpadają się po jednej kłótni a praca zmieniana jest gdy tylko pojawia się jakakolwiek lepiej płatna oferta. Cechy rzemieślników łączyły ludzi na pokolenia, współczesne projekty trwają kilka miesięcy. Narzędzia. Te stają się coraz bardziej skomplikowane, mają ułatwiać życie ale ich obsługa często je komplikuje. I znowu nic tu nie jest stałe. Jeden model urządzenia w błyskawicznym tempie zamienia się na kolejny lepszy i nowocześniejszy. Ktoś kto przez kilka lat nie korzystał z oprogramowania wypada z obiegu. Szerzy się wtórny analfabetyzm. Wiele najprostszych narzędzi wyrzuca się poza nawias. Nie potrzebujemy najstarszego z nich, noża. Chleb kupujemy pokrojony, tak jak szynkę i ser. Zresztą nóż też jest passe i w wielu krajach właściwie zakazany w miejscach publicznych. A mit? A wiara? To nam już nie potrzebne, to śmieszy lub przynajmniej skłania do wzruszenia ramionami. Nie mamy na to czasu. Musimy biec dalej. Szybciej. Tak przynajmniej brzmi narracja. A język? Język zmienia się całkowicie. To już nie zwykłe zmiany wynikające z przemian społecznych czy kulturowych. Słowa wyrywa się z korzeniami i zastępuje innym. Człowiek zostaje osobą. Małżeństwo staje się związkiem. Rolnik już nie uprawia ziemi ale produkuje żywność. Nie rozważamy, nie zastanawiamy się ale włączamy myślenie. I tak dalej i tak dalej. Nasze zachowanie zmienia się diametralnie. I mógłbym o tym jeszcze opowiadać bardzo długo. Jednak cały wątek zmierza do pytania, które sobie zadaję od jakiegoś czasu. Jeśli odchodzimy od ognia, grupy, mitu, narzędzi i języka, to czy przypadkiem nie mamy do czynienia ze zmierzchem cywilizacji? Nie chodzi tu o cywilizację europejską ale o cywilizację ludzi w ogóle. Warto o tym pomyśleć. Lub choćby o tym że kiedy nasza technologia nas zawiedzie ( co wydaje się oczywiste prędzej czy później ) to czy obdarci z niej, przez zwykły brak zasilania na długi czas będziemy jeszcze cywilizacją? Czy może niezdolną do samoistnienia masą osobników w trakcie błyskawicznego wymierania?