Alergiczny tomik poezji
Kilka spóźnionych i luźnych przemyśleń z okazji ,,Światowego dnia poezji”.
Chcąc nie chcąc zostałem zakwalifikowany w grajdołku twórców, jako poeta. Może to dlatego że przynależę do Związku Literatów Polskich, a ten z jakiś zupełnie niezrozumiałych dla mnie przyczyn stał się związkiem poetów. Ja jednak, choć wiersze piszę, za poetę się nie uważam. Bliższa jest mi proza dla dzieci i młodzieży, teksty piosenek, rymowane teksty satyryczne, które na własny użytek nazwałem BAZGROLCAMI, które to teksty są skutkiem dziecięcej fascynacji twórczością L.J.Kerna. Ktoś kto przesiedział kilkaset niedziel nad ostatnimi stronami krakowskiego (!) Przekroju, musi w pewien sposób zmutować twórczo w tym kierunku. Inna droga była niemożliwa. Ku przerażeniu części braci poetyckiej, jest we mnie także katastroficzne parcie ku formom zamkniętym. Tym w których pojawia się struktura, rytm lub o zgrozo, rymy! No ale przecież, ktoś kto z rymu w dzisiejszej poezji korzysta, powinien być natychmiast napiętnowany rozpalonym żelazem na czole jako wierszokleta. Rym dla współczesnych magistrów pióra, jest niczym Disco Polo dla wielbicieli muzyki symfonicznej. Ja jednak lubię tak pisać. Co prawda, by nie kompromitować się na salonach słomą wystającą z butów, ograniczam go sfer bezpiecznych. Do Satyry, lub do tekstów piosenek. Ale po cichutku, pisuję. Czasami sonety, czasami ośmio czy czternasto zgłoskowiec ABAB AABB itd… I leżą sobie te teksty grzecznie w szufladzie. Leżą i czekają na inne czasy. Ja wiem, ja wiem że brać poetycka panicznie boi się ,,rymowanek” i częstochowszczyzny. Chce bowiem chronić bohatersko literaturę przed zalewem kiczu, grafomaństwa i miernoty! Boi się przysłowiowego: ,,Ja kocham cię! Ty kochasz mnie! Kochamy się!”. Doceniam! Ale! Kochani moi piszący wiersze. Czyż nie istnieje grafomania bez rymu? Grafomania skandaliczna? Czy wyzwolenie z zamkniętej formy wyzwoliło nas od żałosnego bełkotu? Otóż nie. Tu nic się nie zmieniło. Nadal, pomimo odpuszczenia sobie rymów, mamy poetów wybitnych, dobrych, średnich i miernych. Brak zamknięcia w formie rymu okazał się być słabym kamuflażem. Bo z poetami jest trochę tak jak z ozdobami na choinkę, mawiał mój znajomy. Kiedyś wieszało się na niej orzechy i jabłka. Jabłka i orzech jak wiadomo mają treść. Smaczne wnętrze, które w przypadku jabłek, gdy trochę przy nich popracować i cydr wychodzi i placek a nawet kolejna jabłoń! Dzisiaj mamią nas kolorowe bombki, puszące się wśród gałązek. Tylko że jak taka bombka spadnie, nie zostaje nic. No chyba tylko tyle ile trzeba zamieść żeby się nie pokaleczyć. Tak mawiał mój znajomy a ja się z nim zgadzam. Są poeci i są tacy co odgrywają poetów. Ja jak już wspomniałem za poetę się nie uważam. Nie mam nawet wydanego tomiku wierszy ( dzisiaj zwanego szumnie książką poetycką ). Nie mam bo szkoda mi na to pieniędzy. Jestem także uczulony na roztocza domowego kurzu. A pierwszą zasadą walki z alergią jest eliminacja alergenu. Nie chcę więc, by moja ,,książka poetycka” wydana za własne pieniądze w oszałamiającym nakładzie pięciuset egzemplarzy była takim właśnie łapaczem kurzu, na półkach znajomych i znajomych znajomych. Jeśli już publikuję to w internecie. Ale przecież pamięć! Zachować trzeba dla potomnych tą twórczość! Moi drodzy! Kto będzie chciał pamiętać to pamiętać będzie. Papier doskonale nadaje się do recyklingu, nie ważne czy to tomik czy dyplom. A medale i odznaczenia chodzą za grosze na pchlim targu. ,,Wszystko to marność, marność nad marnościami” jak pisał kolega po piórze Eklezjasta. Dlaczego więc piszę? Odpowiedź jest prosta. Bo to kocham. Uwielbiam siąść wieczorem i pogryzmolić w notesie. Pogimnastykować umysł łącząc przemyślenia z twardymi zasadami pisowni. Co więcej, gdybym nie pisał ( i nie czytał ) z pewnością już od dawna rezydowałbym w którymś z zakładów lecznictwa zamkniętego, bo nadmiar myśli i emocji rozsadził by mnie od środka. I jeszcze jedno. Parafrazując prozę Sapkowskiego ,,zapach atramentu niweluje u mnie odruch wymiotny”, działa kojąco i wprowadza w stan lekkiej euforii. Dlatego pisuję wiersze. Lubię też, bo w każdym jest odrobina narcyzmu, dzielić się swoją poezją od czasu do czasu. Chyba najbardziej dlatego że w wierszu nie tak łatwo odbiec od tematu i popłynąć za siódmą górę, co notorycznie zdarza mi się w zwykłych rozmowach.
Może więc każdy powinien spróbować pisać wiersze? W dzisiejszych czasach kiedy wypluwamy z siebie gargantuiczne wręcz ilości słowa pisanego na wszelakich forach może zamknąć te wypowiedzi w klatce poezji w jakiś sposób zatrzymało by tą rwącą rzekę bełkotu? Wyobrażacie sobie polityków zmuszonych zamknąć swoje myśli w twardej materii włoskiego sonetu? Albo wypowiedzi tzw. ekspertów zamknięte w aforyzmach? Język już nie raz wygrywał bitwy…
Dosyć! Brnę w SF. w jakąś utopię szaloną. A przecież miał to być tekst o Światowym Dniu Poezji.
Tak więc moi drodzy w tym dniu życzę wam żebyście pisali wiersze! Albo inaczej: zacznijcie pisać wiersze do cholery! Nawet jeśli jesteście kompletnymi beztalenciami! Nawet gdy wspinacie się na wyżyny grafomanii! Piszcie! Zdecydowanie lepiej spędzić wieczór składając częstochowskie rymy niż gapiąc się na kolejną porcję beznadziejnej telewizyjnej lub internetowej papki. Z pisaniem jest tak ja z rysowaniem czy gotowaniem. Po jakimś czasie drzewo zaczyna wyglądać jak drzewo a kluseczki przestają być jedną wielką sklejoną breją. Potrzeba to tego chęci, wytrwałości i szczyptę samokrytyki. No może więcej niż szczyptę.