Podsumowanie eksperymentu
Kończy się czas eksperymentu z FB, który rozpocząłem na początku wakacji. Postanowiłem sobie że nie będę robił tam żadnych wpisów, nie będę komentował, dyskutował itp. Wszelkie moje wpisy miały pojawiać się na tym blogu, by chętni mogli je sobie czytać. Moim zdaniem eksperyment był bardzo ciekawy i daje sporo do myślenia. Otóż przez te dwa miesiące udało mi się opublikować jeden(!) wpis na blogu. Dodałem też kilka zdjęć do galerii. Na Insta wrzuciłem może z pięć zdjęć, które uważałem za godne uwagi. To wszystko. Oto cała moja wakacyjna aktywność społecznościowo – medialna. To nie tak, że nie pisałem. Mój wierny Moleskine zapełnił się całą masą notatek, przemyśleń. Powstały nowe zaczątki tekstów, wierszy, plan nowej książki. Do tego połknąłem zdecydowanie więcej książek niż zazwyczaj. Polecam szczególnie tytuł– ,,Laponia Wszystkie imiona śniegu”. Wspaniała pozycja na upały. A co najważniejsze po pierwszych dwóch dość trudnych tygodniach odwyku, poczułem niesamowitą wolność. Taki wspaniały stan w którym zdałem sobie sprawę że nie muszę wypowiadać się na każdy temat, nie muszę komentować, dyskutować, przekazywać wiadomości, dzielić się wiedzą, spostrzeżeniami, rozmawiać, wstawiać zdjęć, dowcipów, oburzeń ochów i achów. Nie muszę lajkować, oczekiwać na lajki, dodawać miast, zaorywać, przeczołgiwać, wpisywać w punkt, i ,,tyle w temacie”. Nie muszę wspierać zniewolonej Ojczyzny i światowych zasobów oceanów. Nie muszę walczyć o życie pytonów i nosorożców. Nie muszę zwalczać prawicowych i lewicowych dyktatur na końcu świata. Nie muszę klikając ratować serduszka Wojtusia ( który to biedny dzieciak, nie żyje już od trzech lat). Nie muszę być znawcą od pogody, polityki czy religii na których średnio się znam. Co więcej. Nie muszę wypowiadać się w sprawach na których znam się doskonale i wystawiać tejże wiedzy pod prosięce ryje. Nie muszę nawet wypowiadać się na stornach tematycznych dotyczących moich zainteresowań. Nie – mu – szę!! Boże Wszechmogący! Co za wolność!!! I tak doszedłem do wniosku, że z setek tematów, którymi mógłbym się podzielić, podzielę się jednym. Bo FB to takie społecznościowe ,,rodzinne spotkanie na imieninach u cioci”, gdzie po kilku kielichach, tu zastąpionych odległością i makijażem avatara, gadamy jeden przez drugiego piernicząc trzy po trzy. Taka rodzinna imprezka z ciocią która wie wszystko i każdemu da radę i z nadętą małoletnią kuzynką znudzoną i obrażoną i z wujkiem ( ze mną się nie napijesz). I każdy wie wszystko! I każdy musi to oznajmić pozostałym: Jusiuu! K! … a szyyy ty wieszzzz co jest najwassniejsze w życzzzzuu? A szyyy ty wiesz?? że jak ja bym miał fładzeee to bym wszystkich K! Powystrzelal? A jak! FB. Ciągła nieustająca zakrapiana impreza u cioci. Czy na nią wrócę? Może raz na jakiś czas wpadnę. Choćby powiedzieć że jestem i że zapraszam do mnie. Na bloga. Na kawę i ciastka. Albo na kieliszeczek koniaku w zimowy dzień.