Przypowiastka na dzień św. Jerzego

Przypowiastka na dzień św. Jerzego

– Czy mogę w czymś pomóc – spytałem gościa, który już od trzech godzin, siedział przy barze nad jednym, nietkniętym kieliszkiem czerwonego wina. Nie przeszkadzało mi to wcale, bo po świętach ruch był mikry i mój lokal odwiedziło może z trzech klientów. Niech sobie siedzi.
– Nie – jęknął – w niczym nie można mi pomóc. To nie jest możliwe. To koniec! Wszystko skończone.
– Ale co? – spytałem.
– Nie mogę zabić waszego smoka – szepnął
– Smoka? Chodzi panu o to upierdliwe bydle, które rozsiadło się pod miastem? Przecież same z nim tylko kłopoty. Żre za dziesięciu, straszy dzieci, spać nie daje, demoluje ulice, ciągle coś podpala. No i do tego od czasu do czasu porywa jakąś dziewczynę – więc gdzie problem żeby go utłuc?
Facet bez słowa podał mi kartkę papieru, schowaną za półpancerzem.
– Masz pan – warknął – Czytaj!
– Otworzyłem papier i przeczytałem.
,,Postanowienie
Z dniem dzisiejszym zabrania się obywatelowi Jerzemu Świętemu, zabicia smoka oraz zbliżania się do pieczary na odległość do stu metrów. Podpisano, Rada Miasta”
– Ale czemu, panie Jurku – spytałem z niedowierzaniem – przecież to absurd jakiś.
– To coś więcej – westchnął – Widzi pan, sprawa jest że tak powiem, skomplikowana. Ledwo przyjechałem do miasta. Ledwo przedstawiłem Radzie i lokalnym mediom cel mojej wizyty, zaczęły się trudności.
– Ale jakie?
– Przeróżne – parsknął – A to że zbroja nie ma homologacji, że kopia nieprawidłowo zabezpieczona, że miecz za długi. Bo podobno w zeszłym roku ktoś kogoś takim mieczem dźgnął i zabił, więc teraz jest ograniczenie na długość mieczy. A na kopię to trzeba mieć specjalne pozwolenie . Egzaminy trzeba zdawać ! A mnie po grzyba egzaminy!? Mam wykształcenie -wyższe rycerskie! Nie wystarczy?
– No nie zazdroszczę – pokiwałem głową.
– A potem zaczęły się maile ze skargami i petycjami. I hejt na moim profilu.
– Ale o co?
– No najpierw jak zawsze ekolodzy, bo ponoć za ciężki jestem i męczę moją szkapę jak jadę w pełnej zbroi. A ja przecież tego konia od urodzenia wie pan pielęgnuję i niedojadam żeby być lżejszym.
Fakt, facet był cieniutki jak słomka.
– Później list od stowarzyszenia dziedzictwa czy czegoś takiego, że smok jest tradycyjnie związany z miastem i pozbywanie się go szkodzi tożsamości, czy coś w tym rodzaju. Następnie złożyli skargę przedstawiciele ambasad, krajów w których smok jest symbolem szczęścia i obowiązuje w nich zakaz całkowitego zabijania tych bydląt.
– Ale co nam do tego?
– Jak to co? – Pan Jurek westchnął tak głęboko, że aż stołek zaskrzypiał – to ponoć nasi najważniejsi, strategiczni partnerzy handlowi. A rozumiesz, jak ja zabiję bydlę, to oni walną w nas embargiem.
– To d…. – wyrwało mi się.
– Później to już każdy miał mi za złe, że chcę gada ubić – Jurek z gniewu zrobił się czerwony – a to znowu jacyś ekolodzy że smok to ginący gatunek, a to archeolodzy że żywa skamielina, nauczyciele że nie będzie gdzie na wycieczki z dziećmi jeździć, strażacy że dodatek na ,,smocze pożary” stracą. Mieszkańcy że zabieram im ulgę od osadnictwa w strefie zagrożonej, feministki że smoka ma zabić rycerka a nie rycerz i tak dalej i tak dalej.
– I co panie Jurku – odpuścił pan?
– Ja? – wrzasnął – ja rycerz Jerzy Święty miałbym odpuszczać ? Niedoczekanie! Pojechałem pomimo wszystko.
– Ale smoka pan nie zabił ?
– Nie! Bo widzi pan – facet miał łzy w oczach – jak przyszło co do czego, to okazało się że ta księżniczka co ją miałem ratować od smoka, to wie pan… wie pan jakich my czasów dożyliśmy?Rycerz jednym haustem wychylił kieliszek i gestem poprosił o jeszcze.
Nalałem, ale ciekawość paliła.
– To co z tą księżniczką – spytałem
– Wiesz pan – zgrzytnął zębami – okazało się że ta cała księżniczka to nie żadna porwana panna
– Ale ?
– Jego matka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *