Powroty

Powroty

Końcówka zeszłego roku była bardzo pracowita. Teraz wreszcie mogę zająć się sprawami, które leżą odłogiem od miesięcy. Mam bowiem za sobą koszmarny czas dla mojej twórczości. Czas zupełnego bezruchu i zniechęcenia. Maszyna biznesu i mody zmieliła mnie na lepką papkę. Doszło do tego, że postanowiłem całkowicie wycofać się z pisarskiego fachu. Jak to mawiamy wśród znajomych: sadzenie marchwi to doskonały sposób na życie, a przynajmniej lepszy od pisania książek. To fakt można się zniechęcić kiedy spojrzy się na to co z twoim ukochanym dzieckiem – napisaną książką się wyczynia, lub też nie wyczynia. Młody pisarz całkowicie podekscytowany tym co robi, nagle zostaje oblany kubłem lodowatej wody. Ten kubeł to z jednej strony cios okrutny i bolesny. Z drugiej doskonałe lekarstwo na marzenia, sny i rojenia o pisarstwie. Bo nagle okazuje się że twoja książka, w dzisiejszych czasach, nie jest wcale elementem twórczości. Jest produktem! Zwykłym szarym produktem, którym żądzą się prawa wilczego rynku. Kropka nic więcej. Stylizacja, marketing, okładka, mikro- nakład na próbę. Sprzedaż…

I tu następuje moment, w którym trzeba się określić. Zadać sobie bardzo proste pytanie. Czy jestem pisarzem? Czy będę tworzył dalej, POMIMO zasad rynku? Czy będę żył dalej w traumie? Czy zrozumiesz że to praca, taka jak każda inna i trzeba walczyć? Czy otrząśniesz się ze zdziwienia że świat się nie skończy, jeśli twoja ukochana, wypieszczona powieść wyląduje w koszu i nie zmieni świata? A może, co gorsza wyląduje w koszu po trzech miesiącach dystrybucji bo nikt tego nie będzie chciał kupić? Co zrobić teraz? Mnie wychodzenie z dołka zajęło dwa lata. To nie to że moje książki się nie sprzedawały. Całkiem zgrabnie to idzie. Ale szok pomiędzy tym czego się spodziewałem a co zastałem, był ogromny. Jednak po jakimś czasie doszło do mnie że nie potrafię nie pisać! Najzwyczajniej w świecie nie potrafię. Mam dość patrzenia się w pustą kartkę jak pacjent szpitala dla nerwowo chorych patrzy się w pustą ścianę. I będę pisać. I będę wydawać. Pomimo wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *